05:58(!)docieramy na miejsce - autobus wciaz stoi, ale miejsc wolnych nie ma! Chyba, ze chcemy siedziec na dodatkowych siedzeniach w przejsciu. Dosc popularny sposob podrozowania w Birmie - rozkladane siedzenia w stylu naszych pociagowych tyle ze miekkie i z dodatkowo rozkladanym oparciem. Szybka konsultacja i decyzja jedziemy, w koncu to bezposredni kurs, jakies 4.5 godz wedlug blogowiczow, ktorych notki przeczytalismy przed wyjazdem. A my bardzo chcemy na plaze ;)
Bilety kupione, plecaki w rece i do autobusu a tam .... autobus pelen kobiet, dzieci, mlodych birmanczykow, bagazy a rozkladanych siedzen ani sladu! Za to w przejsciu miedzy siedzeniami czekaja na nas cztery urocze, malutkie, plastikowe stoleczki!!! Jazda przez ponad cztery godziny nabiera innego znaczenia. No nic jak powiedzialo sie A ....
Tylko, ze to byl jedynie poczatek najbardziej hardkorowej i pouczajacej podrozy jaka nam sie dotad przytrafila w Azji. W skrocie bylo tak:
- 06:00 ruszamy z dworca w Yangonie 'wygodnie' rozsiadwszy sie na plasikowych mini stoleczkach
- 06:15 swad w autobusie, lekko zadymiony tyl, niezadowolone pomrukiwania Birmanczykow
- 06:30 smrod nie do zniesienia, mocno zadymiony tyl, Birmanczycy krzycza, bus staje - awaria! W przydroznym 'barze' czekamy na mechanika
- 08:00 podjezdza 'nowy' autobus (kolejny kurs wiec juz nieco wypelniony ludzmi), pakujemy sie wszyscy razem z bagazami, ciasno, ale hurraaa sa prawdziwe rozkladane siedzenia, probujemy spac (rurki wrzynaja sie w plecy!)
- 11:30 przesiadka w Pathein i 30min oczekiwania na kolejny autobus
- 12:00 przyjezda, jedziemy zaledwie 15 min i kolejna zmiana srodka lokomocji(!), nikt nie potrafi wyjasnic dlaczego?! W zasadzie od 16:00 dnia poprzedniego nie jedlismy
- 13:30 pojawia sie kolejny bus typu cargo czyli caly bagaznik zawalony worami z plodami rolnymi i bog wie czym jeszcze, tam tez laduja nasze plecaki. My zas w dosc wyjatkowy sposob wchodzimy do autobusu bo na czworakach (!) poniewaz caly autobus w srodku wypelniony jest wielkimi worami z ryzem, ktore zapelniaja szczelnie glowne przejscie miedzy siedzeniami jak i przestrzen pod nimi. Docieramy na koniec busa, gdzie przydzielono nam miejsca. Zapakowanie wszystkich podroznych w takim sposob nieco trwa, ale w koncu ruszamy. Kurzy sie niemilosiernie bo wszystko nieszczelne.
-14:00 przymusowy postoj - trzeba wymienic kolo!
-14:30 ruszamy. Jedyny sposob wyjscia z autobusu podczas przerwy - przez okno.
-17:00 w koncu (!) bez przeszkod, wolno, gorzysta, waska droga docieramy na miejsce. Nikt nie ma nawet sily cieszyc sie, ze jednak dotarlismy.
Podsumowanie: droga Yangon - Chaung Tha Beach - 11 godzin! Dodac do tego wczesniejsze prawie 13 z Bagan do Yangonu wychodzi 24h w autobusach!
Szacunek dla Birmanczykow, ktory przez cala te mordercza podroz zachowali spokoj, pogode ducha, poczucie humoru. Malo tego opiekowali sie nami podczas calej podrozy.
Traktowani gorzej niz worki z ryzem ani przez chwile nie dali sie wyprowadzic z rownowagii.
Dzien uratowalo krolewskie niemal powitanie przez Menadzerke hotelu, ktory jeszcze w Bagan zarezerwowalismy (Shwe Ya Min Hotel) - czekaly na nas usmiechniete dziewczyny z zimnymi napojami i mokrymi reczniczkami ;)
0 responses to "YANGON - CHAUNG THA BEACH (26.12.2010)"