Do Yangonu docieramy ok 17:00 bez wiekszych problemow. Nie ma szans na pokonanie tej trasy w 4.5 godz! Siedem godzin to i tak sporo zeby poczuc zmeczenie wiec kierujemy sie prosto do znanego nam juz White House Hotel (miejsce na wszelki wypadek zarezerwowalismy sobie bedac w Chaung Tha). Mamy chrapke na ich 'swiatowe' sniadanie ;). Tym razem wybieramy opcje tansza, bez lazienki. Pokoje okazuja sie malutkie - w zasadzie miesci sie w nich lozko a po wstawieniu plecakow nie ma juz na nic wiecej miejsca ;).
Sympatyczny wlasciciel poleca Golden Duck na wieczorny posilek. Strzal w dziesiatke! Smaczny slodko-kwasny kurczak, smazony kurczak z warzywami! Niektorzy maja chrapke na kaczke ;) na talerzach gosci prezentuje sie smakowicie. Nastepnego dnia okazuje sie, ze jedynie wyglada, gorzej smakuje. Niektorzy zawiedzeni, ci , ktorzy postawili na sprawdzone dania - w pelni usatysfakcjonowani ;)

Czwartkowe popoludnie mija nam na upominkowych zakupach na Bogyoke Market. Twardo sie targujemy; ostatecznie obie strony wychodza z transakcji zadowolone ;) - Birmanczycy zarobione pieniadze nazywaja 'lucky money' (szczesliwe pieniadze) i 'oklepuja' nimi towar na stoisku.
Na markecie roi sie od mundurowych. Kazdy nasz zakup jest kontrolowany, policjanci patrza nam sie na rece jak wyciagamy pieniadze z kieszeni. Jakby czekali abysmy zaczeli placic w dolarach. Momentalnie z marketu znikaja "obchodne kantory", ludzie u ktorych wymienialismy pieniadze. Czekamy zatem z wymiana. Po jakiejs godzinie sytuacja sie uspokaja a na Bogyoke znowu rzadzi fraza "change money?" i wszystko wraca do normy. Przelicznik przy mniejszych banknotach (wymienamy tylko 60$) jest jeszcze gorszy niz normalnie (860 K za 1$).
Kupujemy glownie koszulki Myanmar, produkty z laki, papierowe parasolki, makatki, magnesy itd. Na jednym stoisku mamy do zaplacenia 3$, dajemy banknot 5 dolarowy i dostajemy 1200kiatow. Zaczyna sie dyskusja, kobieta doklada nam jeszcze 200kiatow. Chcemy kolejnych 200 albo anulujemy zakup, ostatecznie pieniadze laduja w naszych kieszeniach.
Zaopatrujemy sie w tanie tutaj uzywki: whisky na sylwestrowa zabawe w BKK ;) i papierosy. Srednia cena paczki papierosow to 650kyatow, blisko naszego hotelu znajdujemy sklep gdzie Red Ruby kosztuja 550, ostatecznie kupuje 43 paczki za 22 tysiace (510 za paczke). Sprzedajaca Pani wyglada na bardzo zadowolona, ja rowniez wychodze ze sklepu z usmiechem :)
Nie mozemy odpuscic sobie gotowanej kukurydzy i slodziutkiego pomelo.
O 17:40 podroza na lotnisko konczy sie nasza przygoda z Birma.
0 responses to "YANGON (29-30.12.2010)"