Notatki pisane z hamaka 8-ego pietra naszego Hostelu, z widokiem na mieniaca sie
w sloncu Shwedagon Pagode.
Pobudka ok 8:00 rano (dla niektorych ok 07:00 rano bo zegarek na komorce wciaz
wskazywal czas tajski ;) a birmanski cofamy o ok 30min ;)
Sniadanie na tarasie obfite jak na birmanskie warunki (spotkany Angliki Polka opowiadali
o zjedzonym toscie i jajku): grzanki, omlet, frytki(!), warzywa smazone, ryz zapiekany,
swieze owoce, rozne rodzaje dzemow, kawa, herbata, soki (dziwne) do wyboru (do koloru ;) ).
Potem spacer na Scott Market (Bogyoke) celem wymiany waluty. Niezbyt dobrze czulismy sie
z tym faktem... o ilez prostsze wydaje sie wybranie pieniedzy z bankomatu, ktore dla nas
jest w zasadzie czynnoscia naturalna. Zaslyszane historie okazaly sie prawdziwe i jako nieliczni
biali w tym miejscu zostalismy kilkukrotnie zaczepieni konspiracyjnie wyszeptanym pytaniem
"change money?". Dla niewtajemniczonych oficjalny kurs to 7 kyatow za 1$, na lotnisku
w oficjalnym kantorze (chyba jedynym w tym kraju?) dostaje sie pewnie kolo 450 kyatow
za 1$ - nam udalo sie uzyskac 875kyatow/1$ i bylismy lekko zawiedzeni (liczylismy
na 950-1000). Wszystko dokladnie przeliczylismy i "bogatsi" w naprawde gruby portfel
pelen birmanskich kyatow ruszylismy do Shwedagon Paya.
Uwaga na cinkciarzy spod Sule Paya daja troche lepszy kurs ale robia niesamowite zamieszanie
i trzeba naprawde mocno, mocno uwazac na kazdy ich ruch i otrzymany pieniadz. Poza tym
robia problemy z banknotami z ktorymi nikt inny nie ma problemu (u nas przyczepili sie do
serii HB naszej "stu dolarowki"). Same wymiany mocno stresowaly naszych chlopcow ;)
Paya (birmanska nazwa pagody) bez dwoch zdan zasluguje na miano najpiekniejszej jaka
do tej pory widzielismy. Mocno "na bogato" jakby to powiedziala Lucy ;) 79 569 diamentow
i innych kamieni szlachetnych, 3154 zlotych dzwonow, jest tutaj wiecej zlota niz w angielskim
banku narodowym to tylko niektore z oszalamiajacych faktow. Wszystko lsni tak, ze nie
sposob na to patrzec w przedpoludniowym sloncu. Kompleks jest ogromny wiec warto na
calosc przeznaczyc kilka godzin i rozwazyc ponowne przyjscie wieczorem (zachowujac
nalepke z pierwszego wejscia mozna to zrobic za darmo). Wymeczeni piekacym sloncem
taksowka ruszylismy w strone Sule Pagody na lunch. Po doswiadczeniach poprzedniego
wieczoru skorzystalismy z podpowiedzi Lonely Planet - 999 Shan Noodle Shop.
Wonton swietny za lekko ponad dolara! Potem kawa i ciastko w podrobce Starbucksa
(zdecydowanie lepsze w wydaniu zachodnim!).
Zar lejacy sie z nieba przegonil nas do hotelu i niezbyt odleglej kafejki internetowej.
Internet "dziala" ale ekstremalnie wolno. Mamy wrazenie, ze cale miasto korzysta
z jednego modemu...O zalogowaniu sie na bloga nie ma mowy nie mowiac o dodaniu zdjec.
Wpisy powstaja przez maila dzieki uprzejmosci Wieslawa T ;) beda wrzucane w odpowiednie
miejsce (miejmy nadzieje :) ).
Plan na wieczor to lunch w okolicach Shwedagon Paya i spacer po kompleksie. Wybor padl
na Hla Myanma Restaurant znow za namowa Lonely Planet. Drugi i prawdopodobnie ostatni raz!
Polecamy wszystkim lubujacym sie w dziwnosciach kulinarnych: woda z blotem 1500 kyatow,
watroba aligatora 4000 kyatow, talerz zieleniny ze skislymi kielkami 2000kyatow. Ogolna ochyda
no i niestety Gong Pa bardzo, bardzo niezadowolona ;)
Wszystko to wynagrodzil widok Shwedagon Pagody o zmroku! Polecam!
Plan na najblizsze dni to Golden Rock, Bago (przejazdem), Kalaw (treking prawdopodobnie
do Inle Lake). Nie mamy pojecia kiedy bedzie dostep do netu. Byc moze w Mandalay a byc
moze dopiero na sam koniec wyjazdu znowu w Yangonie.
10:43 |
Posted in
Birma,
Bogyoke Market,
Hla Myanma Restaurant,
Shwedagon Paya,
wymiania dolarow na kiaty,
Yangon
��
10:37 |
Posted in
Birma,
Bogyoke Market,
Shwedagon Paya,
White House Guesthouse,
wymiania dolarow na kiaty,
Yangon
W poniedzialek pozegnalismy Bangkok lekka nerwowka na lotnisku. Nasza kawa przedluzyla sie
a kolejka do kontroli paszportowej nadzwyczaj wolno sie przesuwala. Po super dlugim sprincie z jednego konca lotniska na drugi dowiedzielismy sie, ze....nasz lot jest opozniony ;)
Sama podroz minela jak z bicza trzasnal, 1,5 godziny w wiekszosci
przespany i wyladowalismy na lotnisku w Yangonie. No i tutaj pierwszy
szok! Wychodzimy z samolotu na przestronne i nowoczesne lotnisko. To
ma byc jeden z biedniejszych krajow na swiecie? Cos tutaj nie tak!
Wroclaw nie wiadomo czy kiedykolwiek doczeka sie takiego terminalu.
Dosc mila obsluga na lotnisku (zostalem wpuszczony do kraju przez
bramke dla dyplomatow ;) ). Odebralismy bagaze i stad zgarnal nas
taksowkarz. 8$ do hostelu nad ktorym zastanawialismy sie w Bangkoku.
Mielismy kilka opcji ostatecznie chyba skuszeni dobrym sniadaniem
wybralismy White House. Jak to powiedzial nasz taksowkarz "Maly white
house, nie ten z Waszyngtonu!" ;) Sam taksowkarz to tez ciekawa postac
bo jak powiedzielismy, ze jestesmy z Polski od razu wiedzial, ze Nasz
Wspanialy Ex Prezydent zginal w wypadku samolotowym!
White House okazal sie calkiem milym miejscem z bardzo sympatycznym
wlascicielem i ze sniadaniem "The best in the world as seen on
Discovery Channel" (jak glosi wielki napis w jadalni. Hostel ma 8-9
pieter w ciagu dnia jest otwarty mini "taras" na dachu z widokiem
na Shwedagon Paya i rzeke.


Szybko zostawilismy rzeczy, zgarnelismy wszystkie mozliwe mapki z
recepcji i wieczorem (o 18 jest juz ciemno) ruszylismy w poszukiwaniu
jedzenia. Kierowalismy sie w strone China Town ostatecznie jednak tam
nie docierajac. Miasto noca jest lekkawo przerazajace. Ciemne ulice,
ludzie ginacy w mroku, chodniki pelne wyrw (a Lonely Planet ostrzega
aby nie wpasc do rynsztoka ;) ) no i oczywiscie pelno, pelno smieci.
Zapachy sie mieszaja ale raczej nie w sposob tajski "troche czosnku,
troche rybki, troche rynsztoku" tutaj zapach to glownie
"rynsztok, czasem szczur, czasem karaluch" ;))
Ciekawym przezyciem jest bycie jedynym bialym na ulicy. Wszyscy mocno
zaciekawieni, usmiechaja sie do nas, staramy sie odpowiadac tym samym
unikajac jednoczesnie kolejnej chybotliwej plyty na chodniku :)
Weszlismy w uliczke gdzie byly same knajpy - pierwszy strzal, wszyscy
usuwaja nam sie sprzed drogi i robia nam miejsce przy stoliku - ups,
piwiarnia :) idziemy kawalek dalej, tutaj wewnatrz jakiejs knajpy
obsluga znajduje dla nas stolik i pokazuje menu....
Menu, wydaje sie to takie proste :) jednak nie jest, bo nasz birmanski
kuleje :) Menu jest po angielsku, cen brak. Kelner nie mowi nic oprocz
"yes, yes" i nie jest w stanie zrozumiec swojego menu w wersji
angielskiej ;) Pokazywanie palcem niewiele tutaj pomagalo ;) Udalo nam
sie ostatecznie zamowic noodle z kurczakiem i warzywami. Dostalismy
tez 2 kufle piwa Myanmar. Jedzenie dosc smaczne ale bardzo oleiste.
Sztanderce udalo sie nawet znalezc w makaronie fragment zakretki od
butelki :) Wszyscy jednak przyzylismy wiec nie bylo tak zle :)
Po powrocie do hostelu wypilismy sobie jeszcze "nasennego"
Manadalay Beer i polozylismy sie spac. Dobrej nocy :)
��
No i jestesmy - Khao-San Road w BKK. Miasto przywitalo nas sennie (05:00 nad ranem), ale to co teraz dzieje sie za naszymi plecami (23:00) przechodzi wszelkie wyobrazenie ;)Tlumy ludzi, glosna muzyka, handel kwitnie, gawiedz pije 'very strong' beer (bardzo mocne piwo)i nie zanosi sie na szybkie zakonczenie imprezy. Ale co najwazniejsze jest CIEPLO, GORACO, PARNIE! Alez to mila odmiana ;)
Po kilkunastogodzinnej podrozy nie mielismy na dzisiaj zadnego konkretnego planu. Przejazdza tuk tukiem (za darmo/dluga historia), poklon przed gigantycznym Budda, spacer uliczkami, rejs wodnym tramwajem (1,40zl) w kierunku China Town i powrot miejskim autobusem za cale 70gr. Nie ma co podoba nam sie tutaj podrozowanie komunikacja miejska ;) czlowiek z zewnatrz kompletnie nie jest w stanie zorientowac sie gdzie jaki srodek transportu jedzie (wszystkie napisy po tajsku), ale na zyczliwosc tubylcow na szczescie mozna liczyc ;).
Zatrzymalismy sie w jednym z licznych hoteli tuz przy Khao-San Rd (45zl/pokoj) - przyzwoity, ale bez szalenstw, ale i tak nie ma to wiekszego znaczenie bo juz jutro bedziemy w drodze do Birmy. Wracamy 30 grudnia i przenosimy sie do hotelu za 29zl/pokoj i wtedy tez zamierzamy blizej przyjrzec sie BKK.
One night in BKK dobiega konca....
P.S.
Pedro, koszulki genialne ;), nad aparatem 'pracujemy'
Ewa, skorzane 'pasy' sa swietne, ale faktycznie nieco drogie, zobaczymy co da sie utargowac.
Siostra, bizuterii tutaj w brud, wiec musisz sie dookreslic czego mam szukac ;)
Czako, gdzie kupic tania whisky ;)?
��
18:34 |
Posted in
Birma,
Grzegorz Torzecki,
historia Birmy,
Lonely Planet,
lot do Birmy,
Myanmar,
wiza do Birmy
Po zakupie biletu do Bangkoku potrzebowalismy jeszcze lotu Bangkok - Yangon. Air Asia jak zawsze dala nam przystepna cene i lot w dwie strony kosztowal nas okolo 300zl (90zl w jedna strone, powrot byl drozszy).
Zaczelismy rowniez zbierac informacje potrzebne do podrozy - przeczytalismy chyba wiekszosc polskich blogow, zakupilismy Lonely Planet (po calkiem przystepnej cenie na amazon.co.uk) a takze ksiazke "Birma. Krolowie i generalowie" autorstwa Grzegorza Torzeckiego aby lepiej zrozumiec kraj do ktorego jedziemy (zreszta o tym mam nadzieje napisze troche Shon Dao).
W listopadzie udalismy sie do Berlina aby wyrobic wizy w myanmarskiej ambasadzie. Liczylismy, ze uda nam sie to zrobic w ciagu 1 dnia. Termin naszej aplikacji zbiegl sie niemal idealnie z pierwszymi od 20 lat wyborami do tamtejszego parlamentu a takze z wypuszczeniem Suu Kyi z aresztu. Przez to zapewne pracownik ambasady kazal nam czekac na wize prawie 3 tygodnie!
Sledzac informacje swiatowych agencji prasowych wiemy tylko, ze protesty wybuchly poza glownym traktem turystycznym, blisko granicy z Tajlandia. Reszta kraju pozostala spokojna.
Zreszta sama Suu Kyi zszokowala opinie publiczna twierdzac, ze jest gotowa do rozmow z junta wojskowa a Myanmar nie jest gotowy na szybkie wprowadzenie ustroju demokratycznego.
Mimo biedy Birma podobno pozostaje krajem usmiechnietych, zyczliwych ludzi. Mamy zamiar takich poznac i spedzic niesamowite 3 tygodnie w tym kraju!
Zaczelismy rowniez zbierac informacje potrzebne do podrozy - przeczytalismy chyba wiekszosc polskich blogow, zakupilismy Lonely Planet (po calkiem przystepnej cenie na amazon.co.uk) a takze ksiazke "Birma. Krolowie i generalowie" autorstwa Grzegorza Torzeckiego aby lepiej zrozumiec kraj do ktorego jedziemy (zreszta o tym mam nadzieje napisze troche Shon Dao).
W listopadzie udalismy sie do Berlina aby wyrobic wizy w myanmarskiej ambasadzie. Liczylismy, ze uda nam sie to zrobic w ciagu 1 dnia. Termin naszej aplikacji zbiegl sie niemal idealnie z pierwszymi od 20 lat wyborami do tamtejszego parlamentu a takze z wypuszczeniem Suu Kyi z aresztu. Przez to zapewne pracownik ambasady kazal nam czekac na wize prawie 3 tygodnie!
Sledzac informacje swiatowych agencji prasowych wiemy tylko, ze protesty wybuchly poza glownym traktem turystycznym, blisko granicy z Tajlandia. Reszta kraju pozostala spokojna.
Zreszta sama Suu Kyi zszokowala opinie publiczna twierdzac, ze jest gotowa do rozmow z junta wojskowa a Myanmar nie jest gotowy na szybkie wprowadzenie ustroju demokratycznego.
Mimo biedy Birma podobno pozostaje krajem usmiechnietych, zyczliwych ludzi. Mamy zamiar takich poznac i spedzic niesamowite 3 tygodnie w tym kraju!
Category:
Birma,
Grzegorz Torzecki,
historia Birmy,
Lonely Planet,
lot do Birmy,
Myanmar,
wiza do Birmy
��
Po powrocie z Wietnamu od razu zaczelismy sie zastanawiac nad nastepnym wyjazdem. Nastawialismy sie raczej na luty-marzec 2011, jednak gdy pojawila sie opcja tanich lotow do Bangkoku bez wahania zdecydowalismy sie na zakup. Bangkok jest poteznym hubem lotniczym Air Asia i z tego miejsca mozna sie dostac w zasadzie wszedzie gdzie sie chce. Poprzedni wyjazd troche wydrenowal nam portfele wiec zastanawialismy sie nad w miare ekonomicznymi wakacjami - maksymalnie 3tygodnie w dosc tanich miejscach i bez jakis luksusowych szalenstw. Opcji mielismy 3:
- Tajlandia - latwe, proste i przyjemne (z dobrym jedzeniem!!). Jednoczesnie z Klim Pao mielibysmy opcje zrobienia kursu nurkowania. Choc pewnie Shon Dao i Gong Pa umarlyby z nudow przez te kilka dni na plazy ;)
- Laos+Kambodza - wybor mnie bardzo kusil, bo od znajomego slyszalem naprawde zachecajace opowiesci z Laosu. Jednak oprocz Angkor Wat nie byloby tam zbyt wiele highlightow.
- Birma - nie slyszelismy nic, nie wiedzielismy nic, nikt ze znajomych nigdy tam nie byl.
Wybor byl oczywisty :) Utwierdzilo nas wpisanie w google "Birma" i przejrzenie galerii zdjec :)
Jednak z Myanmarem (nazwa Birma zostala zmieniona przez rzadzaca junte kilka lat temu) sprawa nie jest zbyt prosta jesli chodzi o podroz. Wiele osob podkresla nieetycznosc takiego wyjazdu. W kraju rzadzonym od kilkudziestu lat przez wojskowych opozycja polityczna jest zamykana w wiezieniach i zmuszana do ciezkich robot. Slynna Aung San Suu Kyi (Pokojowy Nobel) spedzila 15 z ostatnich 21 lat w areszcie domowym.
Nasz znajomy dwa razy aplikowal o wize i ani razu nie udalo mu sie wjechac (ze wzgledu na trwajace zamieszki). Niektorzy twierdza, ze pobyt w Birmie to oplacanie i umacnianie tego rezimu. Jednak warto spojrzec na to z innej strony - wydajac pieniadze podczas naszej wyprawy przynajmniej czesc z nich trafi do zwyklych ludzi, jesli bysmy nie pojechali nie zyskaliby oni na tym nic.
Zatem jedziemy w pelni swiadomi i bedziemy sie starali w jak najmniejszym stopniu korzystac z firm nalezacych do panstwa (rezygnujemy z pociagow, duzych hoteli, itd). Oplacimy tylko tyle ile musimy (wiza, oplata wyjazdowa, atrakcje turystyczne).
Zdajemy sobie tez sprawe z tego, ze prawdopodobnie na kazdym kroku bedziemy sledzeni i z pewnoscia nie bedziemy probowali rozmawiac o polityce z Birmanczykami (zeby nie sprowadzac na nich niebezpieczenstwa).
- Tajlandia - latwe, proste i przyjemne (z dobrym jedzeniem!!). Jednoczesnie z Klim Pao mielibysmy opcje zrobienia kursu nurkowania. Choc pewnie Shon Dao i Gong Pa umarlyby z nudow przez te kilka dni na plazy ;)
- Laos+Kambodza - wybor mnie bardzo kusil, bo od znajomego slyszalem naprawde zachecajace opowiesci z Laosu. Jednak oprocz Angkor Wat nie byloby tam zbyt wiele highlightow.
- Birma - nie slyszelismy nic, nie wiedzielismy nic, nikt ze znajomych nigdy tam nie byl.
Wybor byl oczywisty :) Utwierdzilo nas wpisanie w google "Birma" i przejrzenie galerii zdjec :)
Jednak z Myanmarem (nazwa Birma zostala zmieniona przez rzadzaca junte kilka lat temu) sprawa nie jest zbyt prosta jesli chodzi o podroz. Wiele osob podkresla nieetycznosc takiego wyjazdu. W kraju rzadzonym od kilkudziestu lat przez wojskowych opozycja polityczna jest zamykana w wiezieniach i zmuszana do ciezkich robot. Slynna Aung San Suu Kyi (Pokojowy Nobel) spedzila 15 z ostatnich 21 lat w areszcie domowym.
Nasz znajomy dwa razy aplikowal o wize i ani razu nie udalo mu sie wjechac (ze wzgledu na trwajace zamieszki). Niektorzy twierdza, ze pobyt w Birmie to oplacanie i umacnianie tego rezimu. Jednak warto spojrzec na to z innej strony - wydajac pieniadze podczas naszej wyprawy przynajmniej czesc z nich trafi do zwyklych ludzi, jesli bysmy nie pojechali nie zyskaliby oni na tym nic.
Zatem jedziemy w pelni swiadomi i bedziemy sie starali w jak najmniejszym stopniu korzystac z firm nalezacych do panstwa (rezygnujemy z pociagow, duzych hoteli, itd). Oplacimy tylko tyle ile musimy (wiza, oplata wyjazdowa, atrakcje turystyczne).
Zdajemy sobie tez sprawe z tego, ze prawdopodobnie na kazdym kroku bedziemy sledzeni i z pewnoscia nie bedziemy probowali rozmawiac o polityce z Birmanczykami (zeby nie sprowadzac na nich niebezpieczenstwa).
Jestesmy juz w drodze do Warszawy na lotnisko, wiec w telegraficznym skrocie:
Zgodnie ze starym pilkarskim powiedzeniem - wygrywajacego skladu sie nie zmienia. Jedziemy w czworke, ktora przejechalismy wzdluz Wietnam (www.wietnam2010.pl). Kolejno:
- Shon Dao
- Gong Pa
- Klim Pao
- Kacu Warung
Ruszamy przez Warszawe, Kijow i Bangkok do Yangunu.
Bilety kupowalismy juz w maju, miesiac po naszym powrocie z miesiecznej wizyty w Wietnamie. Trafilismy na naprawde solidna promocje i calosc Wawa-Kijow-Bangkok-Kijow-Wawa kosztowalo nas to w sumie okolo 1600zl. Linia Aerosvit. Sam lot jest dosc dobrze zaplanowany bo mamy tylko 2h na przesiadke w Kijowie.
W Bangkoku wyladujemy w niedziele o 4:30 rano lokalnego czasu. Planow w zasadzie nie mamy a bedziemy mieli na Bangkok ponad 2dni. Bedziemy improwizowac :)
Nastepnie juz lot Air Asia do Yangunu, 16 dni w Birmie i powrot przez Bangkok (znowu 3 dni) do Warszawy.
Nauczeni ostatnimi wyjazdami ponownie zminimalizowalismy nasze bagaze. Kilka tshirtow, krotkie spodenki, japonki i jestesmy gotowi :)
Nasz bagaz jest jednak ciezszy niz by sie to moglo wydawac. Z Wroclawia wzielismy troche pierdolek, ktore mamy zamiar rozdawac dzieciom w wioskach - notesiki, dlugopisy, kredki, jakies male ksiazeczki, latarki na dynamo, itd itd.
W tym miejscu chcielibysmy bardzo podziekowac Krzysiowi Szymoniakowi z Biura Promocji Miasta, ktory dostarczyl nam pelna reklamowke wroclawskich gadzetow. Na pewno trafia do potrzebujacych osob!
Jesli chodzi o kwestie zdrowotne to nasza apteczka wzbogacila sie dosc mocno przed wyprawa. Wzielismy wszelkie niezbedniki (przeciwbole, cos na zoladek, oparzenia, plastry, opatrunki) do tego dolozylismy tez strzykawki i igly (na wszelki wypadek), antybiotyki (doksycyklina) no i glowny punkt programu czyli Malarone. Choc lekow nie mamy zamiaru uzywac to jednak przed Malaria chronic bedziemy sie raczej juz od Yangunu (Rangunu). W tym celu potrzebne jest nam okolo 25 tabletek na glowe (2 dni przed rozpoczyna sie 'kuracje' a konczy sie 7 dni po opuszczeniu strefy zagrozonej). Warto powiedziec, ze Malarone nie jest produktem tanim. Dlatego bardzo dziekujemy Beacie z www.hoparoundtheglobe.com, ktora uzyczyla nam swoje niezuzyte opakowania!
Zgodnie ze starym pilkarskim powiedzeniem - wygrywajacego skladu sie nie zmienia. Jedziemy w czworke, ktora przejechalismy wzdluz Wietnam (www.wietnam2010.pl). Kolejno:
- Shon Dao
- Gong Pa
- Klim Pao
- Kacu Warung
Ruszamy przez Warszawe, Kijow i Bangkok do Yangunu.
Bilety kupowalismy juz w maju, miesiac po naszym powrocie z miesiecznej wizyty w Wietnamie. Trafilismy na naprawde solidna promocje i calosc Wawa-Kijow-Bangkok-Kijow-Wawa kosztowalo nas to w sumie okolo 1600zl. Linia Aerosvit. Sam lot jest dosc dobrze zaplanowany bo mamy tylko 2h na przesiadke w Kijowie.
W Bangkoku wyladujemy w niedziele o 4:30 rano lokalnego czasu. Planow w zasadzie nie mamy a bedziemy mieli na Bangkok ponad 2dni. Bedziemy improwizowac :)
Nastepnie juz lot Air Asia do Yangunu, 16 dni w Birmie i powrot przez Bangkok (znowu 3 dni) do Warszawy.
Nauczeni ostatnimi wyjazdami ponownie zminimalizowalismy nasze bagaze. Kilka tshirtow, krotkie spodenki, japonki i jestesmy gotowi :)
Nasz bagaz jest jednak ciezszy niz by sie to moglo wydawac. Z Wroclawia wzielismy troche pierdolek, ktore mamy zamiar rozdawac dzieciom w wioskach - notesiki, dlugopisy, kredki, jakies male ksiazeczki, latarki na dynamo, itd itd.
W tym miejscu chcielibysmy bardzo podziekowac Krzysiowi Szymoniakowi z Biura Promocji Miasta, ktory dostarczyl nam pelna reklamowke wroclawskich gadzetow. Na pewno trafia do potrzebujacych osob!
Jesli chodzi o kwestie zdrowotne to nasza apteczka wzbogacila sie dosc mocno przed wyprawa. Wzielismy wszelkie niezbedniki (przeciwbole, cos na zoladek, oparzenia, plastry, opatrunki) do tego dolozylismy tez strzykawki i igly (na wszelki wypadek), antybiotyki (doksycyklina) no i glowny punkt programu czyli Malarone. Choc lekow nie mamy zamiaru uzywac to jednak przed Malaria chronic bedziemy sie raczej juz od Yangunu (Rangunu). W tym celu potrzebne jest nam okolo 25 tabletek na glowe (2 dni przed rozpoczyna sie 'kuracje' a konczy sie 7 dni po opuszczeniu strefy zagrozonej). Warto powiedziec, ze Malarone nie jest produktem tanim. Dlatego bardzo dziekujemy Beacie z www.hoparoundtheglobe.com, ktora uzyczyla nam swoje niezuzyte opakowania!
��
Etykietki
Birma
(17)
Myanmar
(13)
Yangon
(4)
Bogyoke Market
(3)
Kalaw
(3)
China Town
(2)
Inle Lake
(2)
Kin Pun
(2)
Mandalay
(2)
Shwedagon Paya
(2)
Trasa Yangon - Chaung Tha Beach
(2)
wymiania dolarow na kiaty
(2)
Amarapura
(1)
Bagan
(1)
Bago
(1)
Bangkok
(1)
Birma info praktyczne
(1)
Blue Taxi
(1)
Budda
(1)
Golden Rock
(1)
Grzegorz Torzecki
(1)
Hla Myanma Restaurant
(1)
Iwa city
(1)
Khao-San Rd
(1)
Koko
(1)
Lonely Planet
(1)
Mandalay Hill
(1)
Min Tha teatr
(1)
Nay Pyi Taw
(1)
Pathein
(1)
Sagaing city
(1)
Shwe Ya Min Hotel
(1)
Tajlandia
(1)
Tutu
(1)
Vinsan
(1)
White House Guesthouse
(1)
White House Hotel
(1)
Winsan
(1)
apteczka w azji
(1)
bout tour po Inle Lake
(1)
etyka
(1)
galeria
(1)
historia Birmy
(1)
jalbum
(1)
junta
(1)
junta wojskowa
(1)
klasztor mnichow
(1)
komunikacja miejska Bangkok
(1)
lot do Birmy
(1)
most tekowy
(1)
plan
(1)
rowery w Bagan
(1)
sylwester w Bangkoku
(1)
treking
(1)
trekking
(1)
tuk tuk
(1)
wiza do Birmy
(1)
zdjecia
(1)
Kyaty/Kiaty
Yangon:
1$ = 875 kyatow
Mandalay
1$ = 860 kyatow
Bagan
1$ = 820 kyatow
1$ = 875 kyatow
Mandalay
1$ = 860 kyatow
Bagan
1$ = 820 kyatow
