Kolejna nocna podroz za nami i ladujemy na dworcu w Mandalay (Mound of Jewels) ok piatej nad ranem. Najpewniej zmeczeni dajemy sie nabrac miejscowym oczustom. Stoja z tabliczkami z wypisanymi nazwami hosteli z Lonely Planet, zapytani potwierdzaja dostepnosc pokoi, wsadzaja do taxi a w hostelu okazuje sie, ze wolnych miejsc nie ma! Odwiedzamy trzy rozne i nic! A tu pora wczesna, my zmeczeni marzacy o drzemce. W koncu ladujemy na ulicy pelnej zasuszonych ryb (specyficzny odor) w hotelu AD1.
Kto czytal informacje praktyczne wiec ze nazwalismy to miejsce masarnia ze wzgledu na kafle ciagnace sie po sam sufit! Generlanie czysto, ale tak jakos malo przyjemmnie ;)



Po drzemce w pierwszej kolejnosci sniadanie potem poszukiwanie hotelu na druga noc w miescie. Udaje sie zrobic rezerwacje w Royal Guesthouse. A potem wydarzenia tocza sie same. Spotkany przed hotelem mezczyzna (na zdjeciu ponizej) pokazuje nam kafejke, sugeruje gdzie wymienic kiaty na $.



W koncu zaprowadza do Winsana (Win.San.Tourguide@gmail.com), z ktorym spedzimy ten i kolejny dzien podrozujac jego blue taxi.



Odwiedzamy Mahamuni Paya, w ktorej Budda obkladany jest zlotymi listkami tylko przez mezczyzn (kobietom przed jego oblicze wstep wzbroniony). Drewniany klasztor z 1895 roku (Shwe in Bin Kyaung), Kuthodaw Paya - najwieksza w swiecie (podobno) ksiazka (729 marmurowych plyt). Zagladamy do warsztatow/sklepow wytwarzajacych/sprzedajacych bizuterie, zlote listki i w koncu warsztat, w ktorym tka sie makaty oraz tworzy marionetki.







Najciekawsza okazuje sie polgodzinna niemal wspinaczka na Wzgorze Mandalay (Mandalay Hill) skad rozciaga sie widok na miasto.





Po drodze zaczepia nas czworka mlodych mnichow i towarzyszy podczas mozolnego pokonywania kolejnych stopni (na szczycie dolaczaja kolejni). Wchodza nie bez przyczny, maja misje ;) czyli praktykowanie jezyka angielskiego. Mowia duzo, chetnie odpowiadaja na pytania o sobie, zyciu w klasztorze, przyszlych planach. Z zaciekawieniem sluchaja co mamy do powiedzenia o swiecie.





Wieczor konczymy w Barbecue station na szaszlykach, salatce pomidorowej z birmanskim piwem w rece.

Drugiego dnia chcemy zobaczyc slynny most tekowy w Amarapura i sniadanie mnichow, Starozytne miasto Iwa oraz Sagaing.

Ok 1200 mnichow, w dwoch rownych rzedach maszeruje do klasztornej stolowki na popoludniowy posilek.



200 letni tekowy U Bein's most gromadzi sporo turystow, ale i miejscowych. Dostrzegamy sporo par przechadzajacych sie miedzy jednym a drugkiem brzegiem. Nie brakuje zebrzacych.







Potem pokonujemy kolejne 350 schodow tym razem zeby z gory zobaczyc swiatynie w Sagaing, bylej stolicy Birmy. Na koniec krotki rejs lodka na wyspe, na ktorej polozone jest miasto Iwa. Po wyspie poruszamy sie dorozka. Poniewaz nie zaopatrzylismy sie wczesniej (swiadomie) w bilet combo czesc atrakcji ogladamy jedynie z zewnatrz.



Dzien wienczy wizyta w Min Tha Theater, gdzie obok tradycyjnych tancow birmanskich prezentowany jest pokaz zaglerki chinlone. Sztuka chyba nie cieszy sie tutaj wielka popularnosci bo oprocz naszej dwojki na widowni znajduje sie jeszcze tylko dwoje innych turystow.

Comments

0 responses to "MANDALAY (21-22.12.2010)"