13:49 | Posted in , , ,
A wlasciwie w miejscowosci Nyaung U, w ktorej bedziemy nocowac. Obszar zwany Bagan to ta wioska wlasnie plus Old (Stary) & New (Nowy) Bagan. Pomiedzy tymi trzema punktami, na przestrzeni ponad 40 km znajduja sie setki stup i swiatyn. To pozostalosc po starożytnej stolicy kilku królestw w Birmie z tego okresu. Wystarczy wdrapac sie na czubek ktorejs z nich zeby zachwycic sie widokiem wokol! Pieknie zwlaszcza o swicie kiedy poranna mgla wciaz pokrywa to miejsce.











Po przyjezdzie kierujemy sie od razu do LP pick (sugestii) czyli hotelu New Heaven. I tu zawod bo pokoje wolne tylko gdzies na tylach, zatechle i nieprzyjemne. Dziewczyny rozsiadaja sie zatem w 'A little of Bagan' knajpce, ktora przez najblizsze dni bedzie nas karmic ;) a chlopcy ruszaja na poszukiwanie noclegu.
Pol godziny pozniej dorozka docieraja do nas poslancy z liscikiem ;) i poleceniem by bez obaw oddac sie im pod opieke (takie pomysly maja nasi faceci ;). W ten sposob docieramy do Inn Wa Hotel - czysto, przestonnie, sympatyczna obsluga.

Poniewaz do Bagan docieramy w czwartkowe popoludnie wiec zeby nie tracic dnia postanawiamy zobaczyc zachod slonca ze szczytu jednej ze swiatyn. Pieknie, ale tloczno (sprzedacy, turysci, naganiacze)! Zdecydowanie przyjemniej jest dokladnie w tym samym miejscu z rana - ani zywej duszy, tylko my i historia.

Z Inn Wa do strefy archeologicznej jedziemy kolejnego dnia jakies 20 min wypozyczonym rowerem.



Mamy okazje doswiadczyc probki prawdziwej birmanskiej goscinnosci w Myinkaba wiosce (tuz za Old Bagan). Zupelnie przypadkowo trafiamy do przydroznej knajpki na wczesny lunch. Zamawiamy nalesniki, ale mlody mezczyzna informuje nas, ze rodzice sa jeszcze na targu, a on nie jest pewien czy potrafi sam zrobic takie same nalesniki jak mama, ale sprobuje, no chyba ze wolimy poczekac ;) Wybieramy jego wersje nalesnikow ;)
Czekamy dluuuugo i w koncu na ratunek adeptowi sztuki kucharskiej przychodzi rodzicielka a my dostajemy dlugo wyczekiwany posilek. Jowialny Pan domu chetnie z nami rozmawia, wydaje sie byc szczerze zadowolony z naszej obecnosci. Na odchodnym otrzymujemy w prezencie: dziewczyny - bransoletki, chlopcy - azjatycka wersje otwieracza do butelek!

W wiosce poznajemy od kuchni technike wyrobu produktow z laki. Bardzo interesujace jak czasochlonny jest to proces! Na targu kupujemy cudowne cukierki - platki tamaryndowe.
Po czym odddajemy sie calkowicie miejscu - krazymy od jednej swiatyni do drugiej, zagladamy do srodka, wspinamy sie po ciemnych i waskich schodach na ich szczyty. Wspaniale spedzony dzien.

Konczy sie malym incydentem - w rowerze Piotra przebija sie detka, o dalszej jezdzie nie ma mowy. Zostawiamy wiec naszych towarzyszy podrozy a sami na naszych Wigry 3 ruszamy do miasta po pomoc czyli jakis transport (bylismy baaaaaaaardzo daleko od hotelu).
Sami zobaczcie jaka pomoc udalo nam sie sprowadzic ;-D



Przez caly dzien korzystamy z birmanskiej wersji ochrony przed filtramu UV czyli tanaki. Kobiety, dzieci i rzadziej mezczyzni codziennie starannie smaruja nim twarze wymalowujac najczesciej kolka lub duze kwadraty.



A to jeden z bardziej dizajnerskich wzorow jakie widzielismy (dziewczynka spotkana w Mandalay) ;)



W Bagan wypada nam spedzic swieta Bozego Narodzenia. Dla mnie (Monika) pierwsze spedzone poza domem a juz na pewno w 35st ;-)
Ci ktorzy sledza nasze wojaze pamietaja byc moze jak spedzilismy poprzednie swieta Wielkiej Nocy - przy suchych toscikach i jajku ;) (dla przypomnienia http://www.wietnam2010.pl/2010/04/sajgon-05032010.html). Tym razem bylo na bogato, ale jakze malo swiatecznie - ugoscila nas tego wieczoru hinduska restauracja ;) Smacznie za to na pewno bylo...



I tylko smutno, ze Bagan to kawal historii, na ktorej junta wojskowa odcisnela swoje pietno. UNESCO odmawia wpisania Bagan na Liste Swiatowego Dziedzictwa bo junta przypadkowo odrestaurowuje stupy nie baczac na ich styl architektoniczny czy uzyte materialy. Na terenie strefy archeologicznej tworzy pole golfowe, stawia wieze widokowa, buduje betonowa autostrade! I niestety turysci w jakis sposob sie do tej wolnej amerykanki przykladaja - nie da sie wjechac do miasta bez uiszczenia obowiazkowej oplaty 10$....
��

Comments

0 responses to "BAGAN (23-25.12.2010)"