Szczegolnych planow na kolejne dni nie mamy. Chcemy odpoczac, zrobic zakupy, skorzystac z miejscowych gar-kuchni z pysznosciami.
Jedziemy jednak do China Town a potem do dzielnicy, ze slynnym ping-pong show.
China Town tetni zyciem, na ulicach co rusz cos sie smazy, gotuje a amatorow chinszczyzny nie brakuje. Probujemy pysznego soku z granata, jakis slodkich przekasek.
Podczas buszowania wsrod stoisk z pamiatkami, ciuchami, bizuteria itd spotykamy pare z Krakowa: Marta i Kuba tez spedza sylwestra w BKK. Wymieniamy sie telefonami i umawiamy na wieczor noworoczny.
Ja funduje sobie upominek w postaci wizyty w tajskim salonie kosmetycznym - manicure, pedicure ;)
Sylwestrowa noc spedzamy w towarzystwie wspomnianych wyzej Polakow - Marty i Kuby, Wlocha - Massimo i Wietnamki - Doan. Jest cudownie bo cieplo, miedzynarodowo, spokojnie bez nerwowki, zadnych przygotowan, spontanicznie. 10..9..8..7..6..5..4..3..2..1..HAPPY NEW YEAR! Krzyczymy i wpadamy sobie w ramiona na platformie nad rzeka Chao Phra Ya. W oddali puszczane do nieba swiatelka i fajerwerki. Wracamy na Khao-San Road i dajemy sie poniesc ludzkiej fali ;) wpadamy do napotkanych po drodze knajpek, tanczymy i ruszamy dalej. Mijamy zaklad kosmetyczno-fryzjerski (ten sam, w ktorym pare godzin wczesniej poddawalam sie zabiegom), w ktorym trwa w najlepsze impreza, dolaczamy sie na pare tancow-wigibancow. Pozujemy do zdjec szalonemu Wlochowi, chlopcy cwicza swoj wietnamski akcent z Doan ;). A propos dowiadujemy sie KIM jest nasza nowa znajoma - to Doan Hoang: rezyserka obsypanego nagrodami 'Oh, Saigon' (wiecej na http://www.ohsaigon.com/).
Obserwujemy uliczne popisy breakdance, zajadamy sie nalesnikami z bananem, swiezymi ananasami.
I tak caly wieczor - spacer po ulicach, taniec przy glosnej muzyce, zajadanie sie pysznosciami tajskiej kuchni.
Zmeczeni ok drugiej nad ranem wracamy do hotelu.
Kolejnego dnia przedluzamy checkout w naszym guesthousie (doplacajac polowe stawki dziennej), pakujemy sie i jako wisienke na torcie serwujemy sobie wszyscy masaz tajski (30min=100BT)! Przyjemnosc, czasem na granicy bolu, ale cudownie odpreza ;)
0 responses to "BANGKOK - SYLWESTER (30.12-02.01.2011)"